O Nas

ONas

 

Anita – z zawodu weterynarz zakochany w buldożkach francuskich i kotach rasy Devon rex. Z zamiłowania podróżniczka, miłośniczka jazdy na rowerze, Ewy Chodakowskiej i zakupów. Nie znosi gotować, ale uwielbia jeść. Obsesyjna pedantka, której żaden brud nie jest straszny. Zachwycona Meksykiem, Boliwią i Włochami. Marzy o psie i małym przeszklonym domku z widokiem na morze. To ona jest autorką większości tekstów na blogu, odpowiada za jego estetykę i planowanie podróży.

 

Paweł – z zawodu informatyk i typowy przedstawiciel korpo. Mistrz Excela i wszelkiej maści tabelek. Fan piłki nożnej i wierny kibic jednego z krakowskich klubów sportowych. Z zamiłowania podróżnik i fotograf amator. Uwielbia robić zakupy na bazarach, gotować i jeść. Nienawidzi porządków. Zakochany w Meksyku,  Filipinach i Hiszpanii, no i … swojej żonie. Marzy o przeszklonym domku z widokiem na morze (niekoniecznie o posiadaniu psa). To on odpowiada za stronę techniczną bloga, fotografię i organizację podróży.

 

Pochodzimy z Pińczowa – malowniczego miasteczka w województwie świętokrzyskim. Poznaliśmy się już w przedszkolu, razem chodziliśmy do tamtejszego liceum, ale to dopiero wspólna matura zbliżyła nas do siebie. Wiadomo – te godziny spędzone nad książkami!  Po kilku latach studiów i ciągłego jeżdżenia do siebie na trasie Kraków- Warszawa – Warszawa – Kraków zdecydowaliśmy się na wspólne życie w… Krakowie. Naszym zdaniem najpiękniejszym mieście w Polsce. I tak trwamy w szczęśliwym związku małżeńskim od kilku ładnych lat. Choć różni nas wiele, nierzadko drzemy koty, to zdecydowanie łączy nas zamiłowanie do wspólnych podróży.

 

Mimo, iż nie  wygraliśmy w totka, nie odziedziczyliśmy spadku po wujku z Ameryki, nie napadliśmy na bank, ani nie mamy sponsorów, podróżujemy do najdalszych zakątków naszego globu. Nasza przygoda zaczęła się w 2005 roku standardowo od opcji All Inclusivez biurem podróży. Potem były kolejne zorganizowane wycieczki wspólnie z hordami narzekających na wszystko rodaków oraz ciągła walka o parasolkę, leżak na plaży czy miejsce przy stoliku podczas posiłków. Po paru kolejnych wyjazdach powiedzieliśmy sobie STOP. W 2011  roku polecieliśmy do Tajlandii w pierwszą daleką podróż na własną rękę. Doświadczenia mieliśmy zero, a pomysłów tysiąc. Wyprawę planowaliśmy prawie pół roku, a każdy dzień rozpisaliśmy praktycznie co do godziny. O dziwo wszystko poszło zgodnie z planem, pomijając fakt, że na pierwszy lot wewnątrz Tajlandii prawie się spóźniliśmy. Podróż na własną rękę okazała się strzałem w 10 i utwierdziła nas w przekonaniu, że było warto i na prawdę nie ma czego się bać! O ile wcześniej wszystko planowaliśmy bardzo szczegółowo, tak teraz zazwyczaj jedziemy na żywioł. Gdy pojawia się jakiś fajny kierunek w dobrej cenie, decyzje o wyjeździe podejmujemy natychmiastowo. Po zakupie przelotu zwykle rezerwujemy hotel na pierwszą noc, a resztę ogarniamy w trasie. Dzięki temu możemy robić co chcemy i kiedy chcemy, a jedynym ograniczeniem jest dla nas lot powrotny do domu.

 

Jeśli zastanawiasz się skąd nazwa bloga to zajrzyj proszę do zakładki “Nasz Cel“.

Zostaw komentarz