Kim jesteśmy?

ONas

Nie  wygraliśmy w totka, nie odziedziczyliśmy spadku po wujku z Ameryki, nie napadliśmy na bank ani nie mamy sponsorów, a mimo to podróżujemy do najdalszych zakątków naszego globu. Nasza przygoda zaczęła się w 2005 roku standardowo od opcji All Inclusive z biurem podróży. Potem były kolejne zorganizowane wycieczki wspólnie z hordami narzekających na wszystko rodaków oraz ciągła walka o parasolkę, leżak na plaży czy miejsce przy stoliku podczas posiłków.  

Po paru kolejnych wyjazdach powiedzieliśmy STOP. Wspólnie z dwójką znajomych wpadliśmy na szalony pomysł wyjazdu do Tajlandii na własną rękę. Doświadczenia mieliśmy ZERO a pomysłów TYSIĄC. Naszą pierwszą samodzielną wyprawę planowaliśmy prawie pół roku, a każdy dzień rozpisaliśmy praktycznie co do godziny. O dziwo wszystko poszło zgodnie z planem, pomijając fakt, że na pierwszy lot wewnątrz Tajlandii prawie się spóźniliśmy. Podróż na własną rękę okazała się strzałem w 10 i utwierdziła nas w przekonaniu, że było warto!  

O ile wcześniej wszystko planowaliśmy bardzo szczegółowo, tak teraz zazwyczaj jedziemy na żywioł. Gdy pojawia się jakiś fajny kierunek w dobrej cenie, decyzje o wyjeździe podejmujemy natychmiastowo. Przy okazji pozdrawiamy naszych wyrozumiałych szefów, którzy jak dotąd nigdy nie robili nam żadnych problemów z urlopem. Po zakupie przelotu zwykle rezerwujemy hotel na pierwszą noc, a resztę ogarniamy w trasie. Dzięki temu możemy robić co chcemy i kiedy chcemy, a jedynym ograniczeniem jest lot powrotny do domu.