Kak można tak pit?

Kak można tak pit

No to zaczynamy… W związku z tym, że w naszym życiu zawodowym doszło niedawno do małej rewolucji i co niektórzy z nas mogli pozwolić sobie na nieco dłuży niż 2 tygodniowy wypad, to wraz z dwójką kolegów postanowiliśmy obrać kierunek do tej pory przez nas nieodwiedzany- na wschód. Przygodę rozpoczęliśmy od Gruzji i Armenii, aby zakończyć ją w kraju, na myśl o którym większość z was dostaje ze strachu gęsiej skórki- w Iranie.

 

Dzięki tanim połączeniom lotniczym od WizzAir z Katowic w ciągu 3 godzin dotarliśmy do gruzińskiego miasta Kutaisi. Na miejscu czekała na nas pierwsza miła niespodzianka – gruzińscy celnicy podczas odprawy paszportowej powitali każdego pasażera naszego lotu butelką czerwonego wina Saperavi! Nieświadomi jeszcze wtedy gruzińskiej gościnności nie przypuszczaliśmy nawet, że wyskokowe trunki będą nam towarzyszyły podczas tej wyprawy praktycznie przez cały czas, aż do granicy z Iranem.

KUTAISI

Kutaisi, od którego rozpoczęła się nasza przygoda z Gruzją to jedno z najstarszych miast na świecie i dawna stolica kraju. Niestety miasto samo w sobie nie powala na kolana. Okolica poza centrum jest straszliwie zaniedbana, a rzeka Roni płynąca przez miasto ma kolor błota. Według nas nie warto zatrzymywać się tam na dłużej. Wystarczy zobaczyć dwie główne atrakcje: Katedrę Bagrati oraz Monastyr Gelati i szybko stamtąd uciekać. Ta pierwsza znajduje się na wzgórzu Ukimerioni nad brzegiem rzeki Roni. W 1994r. została objęta patronatem UNESCO. W 2008r. rozpoczęto odbudowę katedry wbrew opinii UNESCO, która apelowała, aby nie naruszać historycznej autentyczności obiektu i pozostawić go w stanie niezmienionym jako ruinę. Niestety Gruzińcy nie posłuchali i rozpoczęli jej rekonstrukcję na swój własny sposób. Wstawili  szklano – metalowe konstrukcje, które nijak się mają do charakteru budowli.  Natomiast Monastyr Gelati  pochodzący z XII-XIII wieku przez długi czas był jednym z głównych kulturalnych i intelektualnych ośrodków w Gruzji. Znajdowała się w nim Akademia, która skupiała największych gruzińskich naukowców, teologów i filozofów. Również jest wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Roztacza się wokół niego niesamowity urok. Wzniesiony jest na wzgórzu, z którego widok rozpościera się na ośnieżony Kaukaz oraz pasmo górskie Meskhetiskedi.

Gruzja_2b

W drodze do Monastyru warto zatrzymać się przy maleńkim, prześlicznie położonym kościółku Mocameta. Na jego dziedzińcu możecie spotkać buszującą w kwiatkach owieczkę. Podobno pomiędzy Mocameta, a Gelati istnieje tajemne przejście, które wykorzystywane było podczas wojen. Ważna informacja dla Pań: żeby wejść do katedry, monastyru bądź Mocamety musicie mieć zasłonięte nogi i włosy! Pamiętajcie, aby nosić przy sobie chustę, którą w każdej chwili możecie się zasłonić. Nam te główne atrakcje Kutaisi udało się zobaczyć podczas jednego dnia. Nie ukrywamy, że w dużej mierze była to zasługa pana taksówkarza, który za 25 GEL obwiózł nas po całym mieście. Dzień zakończyliśmy w Hostelu Kutaisi by Kote -prowadzonym przez polsko-gruzińską parę, bardzo popularnym wśród polskich turystów. Oczywiście nie mogło się obejść bez imprezy zorganizowanej przez właścicieli hostelu, na której po raz kolejny częstowano nas lokalnymi trunkami :-)

Gruzja_1b

Gori i Mccheta

Po drodze do Tbilisi postanowiliśmy odwiedzić jeszcze dwa miejsca – Gori czyli miasto Stalina i Mcchetę -miasto z katedrą Sweti Cchoweli i Monastyrem Dżwari.

Gori to miasto w którym urodził się Józef Stalin. I choć z reką na sercu przyznajemy, że nie jesteśmy  zwolennikami tego zbrodniarza to do muzeum zajrzeliśmy. Muzeum czynne jest w godzinach od 10-18, a bilet wstępu wraz z wejściem do wagonu, którym od 1941 r. Stalin podróżował  m. in. na konferencję w Jałcie i Teheranie kosztuje 10 GEL/os. Główną część stanowi tzw. muzeum-pomnik ku jego czci, w którym zgromadzono przedmioty zarówno faktycznie jak i rzekomo należące do Stalina (dary, meble biurowe, rzeczy osobiste), ilustracje, dokumenty, fotografie, popiersia itp. Przed głównym budynkiem muzeum obejrzeć można odrestaurowaną chatę szewca Wissariona Dżugaszwilego, ojca Stalina, w której wódz przyszedł na świat i spędził pierwsze cztery lata życia. Gori oprócz Stalina miało również dwa inne nieprzyjmne epizody w swojej historii.  Pierwszy to silne trzęsienie ziemi w 1920r, które poważnie zniszczyło miasto oraz bombardowanie rosyjskie w 2008r., podczas którego wiele budynków uległo  zniszczeniu.

Gruzja_3b

No i oczywiście temat przewodni tego posta również pojawił się w Gori. W sklepie z pamiątkami nie ominęła nas degustacja lokalnych trunków. Tym razem miły sklepikarz poczęstował nas lokalną czaczą z plastikowego baniaka! Czacza to gruziński winiak produkowany z wytłoków winogronowych i zawiera od 40-50 % alkoholu, czasami do 60%!  Zaświadczamy – jest to trunek dla odważnych i wytrwałych.

Gruzja_5b

Jeśli chodzi o Mcchetę to leży ona kilka kilometrów od Tbilisi i według nas warto się do niej udać, tym bardziej, że miasto wpisane jest na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Centrum miasteczka jest odrestaurowane, pełne restauracji i klimatycznych knajpek, a w samym jego środku znajduje się katedra Sweti Cchoweli, która stanowiła w ciągu wielu stuleci miejsce koronacji i  spoczynku władców Gruzji oraz siedzibę najwyższych władz Prawosławnego Kościoła w Gruzji. Obecnie jest siedzibą arcybiskupa Mcchety i Tbilisi. Na wzgórzach Mcchety znajduje się piękny Monastyr Dżwari (Monastyr Krzyża) z cudownym widokiem na miasto, rzekę i całą okolicę. Niestety ciężko do niego dotrzeć pieszo, bo jest to dość spory odcinek krętej drogi, więc zachęcamy do złapania taksówki.

Gruzja_4b

Tbilisi

Do stolicy Gruzji dotarliśmy taksówką – środkiem transportu, który wykorzystywaliśmy najczęściej.  Po pierwsze dlatego, że był on bezpieczniejszy niż gruzińskie marszrutki, którymi jechaliśmy dwa razy i nie mieliśmy więcej odwagi, aby do nich wsiąść po raz kolejny. O przejażdżce gruzińskim busem napiszemy w następnym poście. Po drugie był to najszybszy środek transportu, a do tego zatrzymywał się na nasze życzenie wszędzie tam gdzie tylko chcieliśmy. I po trzecie – co najważniejsze po podziale kosztów na 4 osoby okazał się niewiele droższy niż wspomniana już wcześniej marsztutka, nawet podczas przejazdu powyżej 100 km. O komforcie jazdy nawet nie będziemy wspominać.

Pobyt w Tbilisi rozpoczęliśmy od …. szukania noclegu :-) Po kilku nieudanych wizytach w lokalnych hostelach z jednej z głównych ulic stolicy (Rustaveli street) zgarnęła nas pod swój dach przesympatyczna gruzińska rodzinka składającą się z babci i jej nieco dziwacznego syna Giorgiego z żoną Margo. Oddali nam do naszej dyspozycji 2 pokoje, a wszystko to w akompaniamencie piosenek Cleo i Donatana oraz Bałkanicy puszczanych z netu. Oczywiście na powitanie gości z Polszy wjechało na stół… wino!

Gruzja_6b

Zwiedzanie stolicy Gruzji zaczęliśmy od Aleji Shota Rustawelego. Jest to reprezentacyjna ulica, przy której zlokalizowane są m.in. Parlament, liczne muzea, Teatr im. Szroty Rustawelego, Opera oraz hotele, ekskluzywne sklepy i restauracje, bankomaty i sklepy z pamiątkami. Tu też znajdują się 2 główne stacje metra: Rustaveli i Liberty Square. Aleja prowadzi do Placu Wolności skąd spacerkiem można dostać się do Old Tbilisi pełnego krętych, brukowanych uliczek. Na Starym Mieście uwagę przyciągają liczne dziedzińce obrośnięte winoroślami, skrzypiące drewniane balkony, liczne herbaciarnie, meczety i synagogi. Starówka podzielona jest tak jakby na dwie części: azjatycką z chaotycznym układem ulic i europejską z prostymi ulicami i rosyjską klasyczną architekturą. My szczególnie polecamy Chardan – bardzo popularny obszar Starego Miasta z licznymi urokliwymi kafejkami i restauracjami wychodzącymi na chodnik, gdzie życie toczy się głównie w nocy i trwa do wczesnych godzin porannych. Miłośnicy zabytków na pewno zachwycą się Katedrą Sioni – jedną z najważniejszych świątyń Gruzińskiego Kościoła Prawosławnego czy też  Kościołem Anczischati.

Gruzja_7b

Nam osobiście bardzo spodobała się Wieża Zegarowa zlokalizowana na Ioane Shavtelli St. Została zaprojektowana przez Salvadora Dali i jest pełna kolorów, barwnych mozaik i dekoracyjnych akcentów. Tuż obok niej znajduje się Teatr Marionetek Rezo Gabriadze oraz  knajpka, której wystrój jest równie fantazyjny i zachwycający, jak sama wieża. Idąc ulicą Kote Afkzai dostaniecie się na najsłynniejszy most w Tbilisi – Most Pokoju zwany przez mieszkańców Mostem Podpaską. Nie można im odmówić braku racji, bo podobieństwo jest uderzające. Po drugiej stronie rzeki Kury, tuż za Podpaską w parku przy cerkwi Metechi znajduje się początkowa stacja miejskiej kolejki linowej. Jej wagoniki zawiozą was do Zamku Narikala – starożytnej twierdzy wznoszącej się tuż nad miastem, skąd roztacza się niesamowity widok na całe Tbilisi. Będąc na górze warto wybrać się również na krótki spacer w stronę pomnika Matki Gruzji – Kartlis Deda. Do wjazdu kolejką upoważnia karta miejska taka sama jak na metro. Przejazd kolejką kosztuje tylko 1 GEL. Aby zakupić bilet musicie jednorazowo nabyć kartę elektroniczną na którejkolwiek ze stacji metra bądź w kasie kolejki. Sama karta może być używana przez wiele osób i kosztuje 2 GEL. Jest zwrotna, pod warunkiem zachowania paragonu. Do Twierdzy Narikila i Pomnika można dojść również pieszo. Prowadzi tam malownicza trasa wytyczona wzdłuż ścieżki ciągnącej się po wzgórzu.

Gruzja_8b

Na zakończenie dnia postanowiliśmy zakosztować trochę nocnego życia Tbilisi. Po zjedzeniu pysznej gruzińskiej kolacji w Soho Lounge przy Erekle II street ruszyliśmy na tour po knajpach popularnych wśród mieszkańców stolicy. Na Puszkin Street natknęliśmy się na polski akcent – Pijalnię “Warszawa”. Co to było za zaskoczenie! W Warszawie Gruzini po raz kolejny postanowili pokazać nam swoją słynną gościnność i… wychyliliśmy tam kilka toastów za pomyślność naszych narodów. Miłe to, chociaż “czaczaczelę”, którą piliśmy do pierwszej jakości trunków na pewno nie zaliczymy.

Gruzja_9b

Na koniec mamy jedną przestrogę dla podróżujących do Gruzji – oczywiście jak najbardziej reagujcie na gościnność Gruzinów, ale pijcie tylko trunki ze sprawdzonego źródła. Jeśli częstują was czaczą własnego wyrobu, a sami jej nie piją to raczej jej unikajcie. Czacza może zawierać nawet do 60% alkoholu, więc skutki jej przedawkowania mogą być opłakane. Słyszeliśmy, że co niektórzy po gruzińskich trunkach mieli stany lękowe, kołatanie serca, jeszcze innym drętwiały palce u rąk i nóg :-) A chyba nikt z Was nie chce “umierać” podczas urlopu. Możemy tylko uchylić rąbka tajemnicy, że po jednej z imprez w Tbilisi babcia z naszego mieszkania stwierdziła: “Kak można tak pit???”. Słowa te stały się potem tekstem wyjazdu. Ale to tyle w temacie, bo “what happens in Tbilisi stays in Tbilisi”…

Więcej zdjęć Poradnik
2 Comments
  • KasiaH
    July 3, 2015

    Śliczne zdjęcia i ciekawie opisane – ale zdjęć nie można powiększyć żeby dobrze się przyjrzeć ;)

    • Paweł & Anita
      July 3, 2015

      KasiaH dziękujemy :-) Co do zdjęć to faktycznie w poście nie da się ich powiększyć, ale już wkrótce pojawią się w galerii :-)

Leave a Reply

Your email address will not be published.