Kraj Maradony/Messiego, tanga oraz ogromnych steków

Argentyna od zawsze kojarzyła nam się z boskim Buenos, tangiem argentyńskim i uwielbieniem do piłki nożnej oraz najlepszą na świecie wołowiną. Postanowiliśmy sprawdzić osobiście czy nasze wyobrażenie o tym kraju jest prawdziwe. Po wizycie w Brazylii i Urugwaju obraliśmy kierunek na kraj Papieża Franciszka. Jeśli jesteście ciekawi czy Argentyna spełniła nasze oczekiwania zapraszamy do lektury.  

 

Puerto Iguazu

Miejsce wypadowe do Iguazu Falls

Naszą przygodę z Argentyną rozpoczęliśmy od miasteczka Puerto Iguzau. Dostać się do niego nie trudno z Brazylii, wystarczy wsiąść w lokalny autobus by po 20 minutach wysiąść w kraju Maradony/Messiego. Po zostawieniu bagaży w jednym z miejscowych hosteli wyruszyliśmy na zwiedzanie wodospadów po stronie argentyńskiej. Argentyński Park Narodowy jest dużo, dużo ciekawszy, a jego zwiedzanie pochłania cały dzień.  Składa się z ok. 270 kaskad, do których dochodzi się po metalowych mostach zawieszonych nad rzeką. Największe wrażenie robi tzw. “Devil’s Throat”, której towarzyszy niesamowity huk, obłoki pary niczym z piekielnego kotła i nieprawdopodobnie piękne tęcze.

 

W parku spotykaliśmy koatki – śmieszne zwierzątka będące odpowiednikiem szopów. Były niemożliwie upierdliwe i od każdego turysty próbowały “ wyżebrać” coś do jedzenia. Najczęściej można je było spotkać w okolicy koszy na śmieci. Nie krępowały się też używać przemocy i napadać z pazurami na torebki przerażonych turystek:-)

Buenos Aires

Stolica Argentyny

Do Buenos Aires przypłynęliśmy promem z Urugwaju, o którym więcej w osobnym wpisie. Wybraliśmy tańszą wersję promu (Colonia Express) i mimo, iż prom nie dopływał do głównego portu w mieście to opcja ta okazała się bardzo korzystna pod każdym względem (nie tylko finansowym).

Zamieszkaliśmy w mieszkaniu Pani Griseldy przy jednej z bocznym uliczek od Avenida de Julio 9- najszerszej ulicy świata i zarazem głównej alei miasta. Nocleg znaleźliśmy znowu dzięki Airbnb, który szczerze polecamy. Zostaliśmy bardzo ciepło powitani przez gospodynię.  Griselda nie znała angielskiego, my nie znamy hiszpańskiego. Dzięki Bogu istnieje coś takiego jak ręce i uśmiech, dzięki którym lody topnieją i  język obcy nie stanowi już żadnej przeszkody. Mieliśmy do własnej dyspozycji jej całe mieszkanie: 2 pokoje, malutki aneks kuchenny i łazienkę, a wszystko to w samym centrum Buenos za niewielkie pieniądze.

Za namową Griseldy wykupiliśmy bilet na autobus turystyczny, który zatrzymywał się przy głównych atrakcjach miasta. Takie autobusy znane chyba ze wszystkich większych stolic świata zawsze kojarzyły nam się z chmarą amerykańskich bogatych turystów o średniej wieku ok.60 lat i zawsze jak ognia ich unikaliśmy.  Tym razem zaryzykowaliśmy i nie żałujemy. Głównie z tego względu, że Buenos to ogromne miasto, a przy małej ilości czasu jaką dysponowaliśmy to właśnie ten autobus pozwolił nam go zaoszczędzić. No  i oczywiście nie pozwolił nam pominąć żadnej z turystycznych atrakcji miasta. Jedynym minusem było to, że siedząc na górnym pokładzie tak nas wygwizdało, że w dzielnicy La Boca dochodziliśmy do siebie przez godzinę popijając gorącą kawę w towarzystwie pary tańczącej tango argentyńskie.

Z wszystkich atrakcji boskiego Buenos to właśnie dzielnica La Boca podobała nam się najbardziej. Niesamowity klimat tej dzielnicy tj. kolorowe domy, artyści porozstawiani ze swoimi dziełami, wszechobecna muzyka, ludzie tańczący tango sprawiły, że czuliśmy się tam wyjątkowo.

Jeśli chodzi o słynne argentyńskie steki to musimy się zgodzić z powszechnie znaną opinią. Potwierdzamy, że nigdzie na świecie nie ma tak pysznych steków jak w Argentynie!! Nie dość, że są one ogromne to do tego tak smaczne, że ślinka leci na samą myśl o nich.

 

 

 

No Comments Yet.

Leave a Reply

Your email address will not be published.